poniedziałek, 28 maja 2012

Przemysław,chopia, a ty godosz po naszymu?

Serwus!

notek nie ma, ale wszystkie są w głowie. Pojawią się wkrótce, w kolejności chronologicznej.

Była środa, zajęcia, a potem porządne rowerowanie z Magdą. Po wszystkim usiadłyśmy w akademikowym ogrodzie z sałatką i winem. Tradycyjnie już zaczęłyśmy obserwację uczestniczącą wśród niemieckich studentów. Chłopcy i dwie dziewczyny z Fachhochschule akurat robili sobie grilla. Jak zwykle- one stały, oni siedzieli i tak dalej i tak dalej, nie bawią się nawet w pozory dżentelmenerii. My bez skrępowania komentowałyśmy ogólną bylejakość stosunków tu panujących, ze szczególnym uwzględnieniem beznadziejności chłopców. I tak sobie narzekamy, narzekamy, raz po raz przychodzi do nas Julian, czaruś z niego nieziemski, ale kompletnie mu nie wychodzi. Mówi w pewnym momencie: "A my tu mamy Polaka!". Zapanowało krępujące milczenie. Julian zawołał "Jimmiego". Przychodzi taki chłopaczek z cicha pęk i się przedstawia- "Przemysław". Na całe szczęście opanowałyśmy z Magdą wybuch spazmatycznego śmiechu. Okazało się, że to prawdziwy Polak ze Śląska, konkretnie z Tychów. No i tak zamiatał gwarą, jeszcze kompletnie zniemczoną... I ponoć nie słyszał jak rozmawiałyśmy. Kamień z serca. Mam dużą słabość do Ślązaków, porozmawiałam sobie z Przemysławem o życiu i niemieckiej wódce, mniej więcej co dwa zdania śmiałam się w głos, on tak cudownie godoł. Musiałam się jednak wcześnie zwinąć bo następnego dnia rano przyjeżdżała Aneczka.

O wizycie siostry i górach jutro. Na marginesie- dziś drugi dzień Zielonych Świątek, w Niemczech wolne. A jutro mamy dodatkowe wolne na uczelni. Pozdrawiam...:)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz