środa, 30 maja 2012

Aneczka- dzień 2.

Dzień drugi zaczął się od zmiany planów. Nie miałam serca budzić twardo śpiącej siostry i odpuściłam wizytę w Asamkirche (http://de.wikipedia.org/wiki/Asamkirche_(Ingolstadt)), pojechałyśmy do Monachium pociągiem o 10 rano.Podróż przebiegła pomyślnie, siostra oczywiście zdziwiła się gdy nasi sąsiedzi postanowili wypić sobie legalnie i jak gdyby nigdy nic piwko w pociągu. Wysiadłyśmy na dworcu i poszłyśmy gdzie nas nogi niosły. Pomału przypominałam sobie gdzie byłam i co widziałam. Jednak bez tłumu czerwonych kibiców miasto wyglądało zupełnie inaczej. Został zaliczony obowiązkowy punkt programu- McDonald's na "kawę i siku", potem zaczęło się zwiedzanie kościołów- co jeden to bardziej zapierający dech w piersiach- kilka sklepów też trzeba było zahaczyć. Nowy Ratusz i centrum informacji turystycznej, w końcu wiedziałyśmy gdzie i co warto jeszcze zobaczyć. Tak więc poszłyśmy. Na wursta na Viktualienmarkt, na piwo w Hofbraeuhaus, przejechać się metrem i pochodzić po Maximilianstrasse- tu można poczuć się jak co najmniej w Paryżu. Miasto jest zachwycające, ale takim zachwytem na granicy nienawiści. Zaczyna się zazdrościć Niemcom rozmachu, pomysłu, bogactwa dawnych wieków i precyzji rekonstrukcji. Trudne, monumentalne piękno. Teutońska potęga w całej okazałości,wszechobecny, tryumfalny germański styl.

Do muzeów nie wchodziłyśmy, nie widziałyśmy też wioski olimpijskiej ani muzeum BMW. Poszłyśmy za to na długi spacer do Ogrodu Angielskiego. Tam spotkałyśmy sporo dziwaków. A to jakiś starszy pan przechadzał się po trawniku ubrany tylko w czapkę z daszkiem... A to "czarny murzyn w białym dresie" z kolegą chcieli się dowiedzieć co u nas słychać. Na marginesie- to akurat wina Aneczki i jej iście słowiańskiej urody, ze szczególnym uwzględnieniem blond włosów. Tak czy inaczej, spławiłam gości koncertowo, mówiąc tylko i wyłącznie po polsku. "Kajne dojcz, kajne englisz, kajne francuzisz, tylko po polsku". Nie będą mi tu siostry bałamucić. Od Aneczki mi wara, zwłaszcza teraz gdy w końcu dojrzałam do posiadania szwagra, ale tylko tego jednego konkretnego:) Wyczerpane, pojechałyśmy jeszcze obejrzeć dość dziwaczny kompleks budynków w stylu antycznej Grecji. Dobrze było w końcu wsiąść do pociągu. Znów był zatłoczony, zaczynał się długi weekend.

W mieszkaniu super, Aneczka zakolegowała się z kolegami inżynierami:) Dopytywali się dziś czy wszystko u niej ok. W piątek działałyśmy jeszcze trochę przy rowerze, to była zasadnicza misja. Wygląda już trochę lepiej, jeszcze odrobina czerwonego lakieru do paznokci i będzie totalnie stylowo.

W piątek zaczynał się też Folksfest, miasto opanowała młodzież w tradycyjnych strojach. Piwo, kiełbaski i wesołe miasteczko. Wyrafinowana rozrywka dla całej rodziny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz