środa, 2 maja 2012

KKK cz.1 Kinder

Przez pierwsze kilka dni myślałam, że Niemcy od razu rodzą się starzy. Dzieci na ulicach nie widziałam prawie wcale, trochę przychodziło z rodzicami do kościoła, ale i tu bez szaleństw. Jednak skoro od kilku dni mamy tu prawdziwie śródziemnomorskie temperatury, wysypało się dziatwy na ulice, skwery i place. O dziwo, nie są mniej niegrzeczne niż bywają polskie dzieci. Muszę jednak przyznać, pierwszy napad sklepowej histerii jaki widziałam w Ingolstadt, odbył się na pewno nie po niemiecku. Turecki, może jeszcze jakiś inny język... 
Dzieci jeżdżą na rowerach w kaskach, są wożone w bardzo ładnych wózkach przez mniej ładne mamy, ale o tym kiedy indziej. Spotkałam też kiedyś małego nazistę wymachującego drewnianym karabinem. Na szczęście nie rozumiałam co mówił. Innym razem akurat wiązałam sznurowadła pod koniec przebieżki, kiedy jakiś mały podbiegł i zaczął coś do mnie rozmawiać... wyglądał na tak przejętego, że naprawdę żałowałam, że nie wiem czego chciał. 

Ładne są małe muzułmanki, z plecaczkami i w chustach. Urozmaicenie na tle biało-zielonego Heimatu. 

Jednakowoż, demografia jest nieubłagana i z pewnością dzieci w Niemczech rodzi się za mało, nawet żeby zapewnić prostą zastępowalność pokoleń.

Tak przy okazji, muszę przyznać, że trochę tęsknię za "swoimi" dziećmi, zwłaszcza za Kazimierzem. 

Pozdrawiam, czekajcie na kolejne dwa "K":)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz