wtorek, 31 lipca 2012

W jak Wigilia Wyjazdu

Wyjeżdżałam do Niemiec 13 kwietnia. Miałam do zrobienia ostatnie prasowanie, więc rozstawiłam sobie cały majdan i prasowałam, jednocześnie oglądając "Czterech pancernych". To był ten odcinek z Hermenegildą, akurat daty się zgadzały.

Dziś muszę ogarnąć pokój, żeby mi się raźniej pracowało, słucham sobie piosenek wojskowych. I chociaż wkurza mnie niemiłosiernie robienie z Powstania Warszawskiego totalnie popkulturowej papki dla hipsterów, to zdaje się już kiedyś tu wspomniałam jak bardzo lubię "Zakazane piosenki". No i nieraz mnie tu ściągały na ziemię:)

Nie chcę żeby zrobiło się tu zbyt poważnie, ale ostatnio mieliśmy fascynujące dyskusje o patriotyzmie. Francuz, Amerykanka, Niemiec i ja. Julie opowiadała, że w USA żołnierz jest jak bóg, stawia im się w restauracjach, a ludzie mają duży respekt dla munduru. Niesamowite są opowieści Niemców, takich w moim wieku, oni gdzieś dopiero w okolicach mundialu w Berlinie (2006 rok, my akurat wracaliśmy z Ołomuńca przez Berlin, świetny wyjazd chóralny...i jeszcze nielegalne picie piwa w Czechach:), dowiedzieli się, że hymn narodowy ma jakieś słowa i że wolno wymachiwać flagą na ulicy. Francuzi- przy całym ich zadufaniu, poczuciu wyższości wobec innych krajów, chyba nie są zbyt wylewni jeśli chodzi o miłość do ojczyzny. Bo państwo to polityka, a oni są zazwyczaj jednoznacznie za lub przeciw konkretnym partiom i politykom, stąd może ten dysonans. Ale mają też silną tożsamość regionalną. Ja dużo nie mówiłam, bo musiałabym opowiedzieć historię Polski począwszy od bitwy pod Cedynią, albo właściwie od chrztu. A jakoś mi się niespecjalnie chciało. Tak sobie tylko myślałam co jest z nami. Z nami jest tak, że wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Przynajmniej ze mną tak jest. Ale i tak, żal odjeżdżać.

Postaram się o klamrę kompozycyjną na jutro. Pozdrawiam i idę..prasować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz