niedziela, 1 lipca 2012

Pozory mylą

Od kilku dni codziennie wieczorami/ nocami grzmi i leje. W ciągu dnia duszno i parno. Ciekawa tu jest sytuacja pogodowa, chyba przez rzekę, często burzę tylko widać, czasem popada przez minutę i po deszczu. Ale dla odmiany teraz też pada, a jest po południu. I trzaska po dachach. Rozważam zakup gromnicy.

Adam, mój współlokator z Węgier, zapytał ostatnio czy znam takie miasto jak Wolsztyn. Oczywiście, że znam, uważam, że w kategorii miast do 15 tysięcy mieszkańców, może konkurować jedynie z Mosiną:) Adam pojechał do Wolsztyna z orkiestrą. On taki niepozorny, na początku się wcale nie odzywał, a się okazuje, że to zupełnie ciekawy facet. A przy okazji czarująco się uśmiecha.

Meksykanie to zawsze byli dla mnie "małe brudasy w wielkich kapeluszach", okazało się, że po pierwsze bywają całkiem wyrośnięci, a po drugie zwykle nie chodzą w sombrero. Reszta by się zgadzała. Chociaż, kuchnia po wczorajszej imprezie wyglądała skandalicznie, udało im się w miarę ogarnąć. W całym domu pachnie jednak karkówką z grilla. Mogłoby pachnieć gorzej, biorąc pod uwagę nasze problemy z drożnością rur. Z dwojga złego, że zapach rozbudza apetyt niż wzbudza inne odruchy.

Były prezentacje, były imprezy, jest niedziela i trzeba się uczyć. Rano byłam na mszy z udziałem miejscowego chóru, byłam w szoku, że kościół pełen ludzi, ale przeszło mi gdy zobaczyłam, że sam chór liczy chyba z 80 osób. Muzycznie- bardzo godnie, brzmiało i echo grało. Przy tym atmosfera była jednak dość rodzinna i sympatyczna, a to "jubileusz" był. Nawet nie byli równo ubrani. A ponoć Niemcy...

Nowy tydzień, nowe wyzwania. Dwa egzaminy, potem się zobaczy. Tymczasem wracamy do meczu. Wieczorem będę się uczyć, ewentualnie zobaczę karne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz