Miałam prowadzić zdrowy tryb życia- przy tej ilości piwa się nie da.
Zabrałam ze sobą ponad 20 książek. Przeczytałam 11,a "Twierdza", czytana dokładnie od dwóch lat, jak ją położyłam na szafce przy łóżku, tak tam leży nieruszona od 14. kwietnia.
Nie jadłam masła ani masłopodobnych wyrobów. Wyjaśnień szukajcie w pierwszej notce. Polski chleb i polskie masło są nie do zastąpienia.
Nie zwiedziłam Ratyzbony, a jest tak blisko. Jest też po drodze z Polski (jakby się mocno uprzeć), więc jeśli przyszłoby do ponownego odwiedzenia Ingolstadt, można by jechać przez Ratyzbonę.
Słynna marchew. Ciężki temat, bo najtaniej wychodziła w dużych ilościach, a dużych ilości jedna osoba nie jest w stanie zjeść w krótkim czasie. Raz zepsuło się całe 2 kilo, potem zaczęłam kupować tyle ile potrzebowałam, oczywiście proporcjonalnie przepłacając.
Zaczęłam biegać od pierwszego dnia i udawało się nawet regularnie. Potem złapałam ten gruźliczy kaszel i raczej było słabo. Także od początku lipca nie byłam ani razu biegać, jednak...kto wie co będzie po powrocie do domu.
Był taki film, po polsku dość głupio nazywa się "Smak życia" i jest o Erasmusie. Bardzo warto go zobaczyć, a potem wyjechać i robić swoje. Bo to jest francuski film, więc oczywiście jest dużo seksu i jedzenia. I jest o Hiszpanii, więc imprezują na potęgę. A w Ingolstadt jest po prostu inaczej. Dla zainteresowanych: http://www.youtube.com/watch?v=AsvJFtUDfl0&feature=related
http://www.filmweb.pl/Smak.Zycia
Mieliśmy porównywalny bajzel w mieszkaniu, bo zamiast całej Europy, mamy tu cały świat i jest nas więcej.
Przyszła sukienka, a jeszcze nie jestem pewna co z balem... Dziś mam nadzieję dość jasno wyłożyć komu trzeba jakie są moje oczekiwania w stosunku do jutrzejszego wieczoru. Ale ponoć ma padać.
Większość koleżanek na wieść, że wyjeżdżam wykazywała niezdrowe podniecenie. Przyzwyczaiłam się do sugestii "wyjedziesz, kogoś poznasz, będzie super, nawet Niemiec, Niemcy są przystojni". Znów, wiedziałam i robiłam swoje. "Najwięcej smaku jest w polskim chłopaku", a logistyka spotykania się w połowie drogi, raz na 3 tygodnie albo coś takiego, zdecydowanie mnie przerasta. Miłość nie wybiera, blabla, krew nie woda, blabla, serce nie sługa... Zdrowy rozsądek górą. Dobrze mieć międzynarodowe grono znajomych, kupę świetnych kolegów, z którymi relacje są jasne i klarowne. Każde odstępstwo od tej normy oznacza niepotrzebne trudności, a ja, maksymalizując użyteczność, unikam trudności i problemów.
Powinnam zrobić jakieś zakupy, prezenty dla koleżanek i rodziny itd. Ale co się teraz przywozi z Niemiec, kiedy i Haribo i Toblerone i Persil są już do kupienia w Polsce?
Kończę. Powoli się pakuję i porządkuję pokój, za chwilę idziemy na kolację do bawarskiej knajpy, a potem jeszcze oficjalna uniwersytecka impreza kończąca semestr. Podoba mi się słowo Abschluss.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz