poniedziałek, 16 lipca 2012

Nie za dużo funkcji życiowych?

W czwartek egzamin z niemieckiego. W środę prezentacja. Jutro trzeba będzie się trilokować. Za oknem słońce, silny wiatr, pachnie woda i pachną wakacje. Jeszcze tylko dwa tygodnie... Dość intensywne, bo trzeba się uczyć, żegnać, sprzątać, kupować, sprzedawać. 

W naszym mieszkaniu panuje jakieś cholerne prawo Murphy'ego tudzież prasłowiańska prawidłowość "jak nie urok, to sraczka". Ciągle coś jest nie tak, albo nam się rury zatykają, albo nie ma papieru toaletowego, albo ktoś zastrajkuje z wynoszeniem śmieci. Ostatnio natomiast zepsuł się czajnik elektryczny. Także chwilowo wodę na herbatę grzeję sobie w garnuszku. Zapamiętać- nie kpić nigdy więcej z gotowania wody w garnku, mycia się w misce, prania w rzece- nigdy nie wiadomo co się może w życiu przytrafić.

A propos herbaty, w dniu kiedy byłyśmy w Bambergu, meksykańska grupa inicjatywna zorganizowała w naszym mieszkaniu drugą już międzynarodową kolację. Nie miałam nic w lodówce, nawet jajek. Z polskich produktów została mi Saga oraz paczka kisielu Gellwe. Zrobiłam kisiel i znów była kupa śmiechu.  Wyżej wymienieni meksykanie stwierdzili, że prawdziwemu macho nie przystoi tego jeść. Koreańczyk powiedział: "To najdziwniejsza rzecz jaką kiedykolwiek jadłem", nie no wiadomo, te trochę mąki ziemniaczanej i barwników to zdecydowanie egzotyka, zwłaszcza kiedy jada się psy. Co tam wódka, co tam piłkarze, co tam modelki- kisiel to nasz skarb narodowy.

W sobotę byliśmy w Neuschweinstein. Odrobina kiczu jeszcze nikomu nie zaszkodziło, ale wnętrze zamku dość rozczarowujące. Wszędobylskie Wagnerowskie motywy, oboje z Szalonym Ludwikiem byli siebie warci, niezłe jazdy musieli mieć, ciekawe tylko od czego. Pewnie z nadmiaru świeżego powietrza, bo akurat tego jest tam pod dostatkiem. I jak okiem sięgnąć przepiękne krajobrazy, pola, wzgórza i jeziora. Ale zaprawdę, zaprawdę powiadam Wam- kicz okrutny to wszystko. No i trzeba sobie porobić milion zdjęć i następnie wrzucić na facebook'a. Urocze.

A w sobotę była mała impreza i nie przyszedł Hans. Byliśmy wręcz zawiedzeni. Może pukał, a my nie słyszeliśmy, bo nagle się okazało, że jednak można zamknąć drzwi wejściowe. Zwykle stoją jak brama w Soplicowie, "na wciąż otwarte".

Serwus!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz