czwartek, 5 lipca 2012

Ku! jak kuchnia.

Dzień zaczął się od późnego śniadania z literacką aluzją. Małdrzyki Kreski. Pycha.

Rok temu w lipcu, Małgorzata Domagalik podzieliła się z czytelniczkami "Pani" przepisem na zupę pomidorową dla Mężczyzny Idealnego. Zabrałyśmy się wtedy z Mamą i Aneczką za masową produkcję słoików z zupą ową na zimę, żeby nasz Tata miał co jeść. A my przy okazji. Pamiętałam, że to taki nieskomplikowany, a efektowny przepis, więc pierwsza myśl kiedy zachciało mi się zupy nie-instant to właśnie owa pomidorowa. Przez ułamek sekundy myślałam czy by nie zaprosić Kogoś na obiad, ale szybko mi przeszło.

Zupa wyszła i owszem, smakuje nawet w towarzystwie li i jedynie ekranu komputera i przy akompaniamencie stosownym:
http://www.youtube.com/watch?v=cRc3c_WD7RY
http://www.youtube.com/watch?v=BlxelewpCY4
http://www.youtube.com/watch?v=RFzyYYZsxGc

ale sporo mnie to kosztowało. Makijaż spłynął mi już przy obieraniu cebuli, mam pomarańczowe dłonie od marchewki... Najgorsze są jednak trzy ślady poparzenia. Taka jestem żona popa (błahaha). Ręce ok, ale dekolt? Co ja sobie myślałam kiedy z rozmachem przelewałam zawartość garnka do robota kuchennego. A potem jeszcze zamknięcie od owego ustrojstwa dwa razy mi odskoczyło, obryzgując krwistą mazią mnie i pół kuchni.

Nazwa przepisu powinna być ostrzeżeniem. Nie należy myśleć o Panu Idealnym w czasie gotowania. Grozi śmiercią lub kalectwem.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz