Hej ho!
Były dziś zajęcia, na które nie jestem zapisana. Nie było tych, na które jestem zapisana. Mam nadzieję, że jutro już będzie wszystko ok. Ze studentów poznałam: całą chmarę Koreanek, Magdę z UEP, nawet jednego Niemca...No i Francuzów.
Bardzo to wszystko zabawne jest. Współlokatorzy nie są dziwni, po prostu nie wszyscy mówią po angielsku. Tajska zupa w Poznaniu i tajska zupa w Ingolstadt (przygotowana przez Taja:), to zupełnie inne historie. Próbują nas tu wrobić w międzynarodowy wieczór kulinarny, a Ukrainiec z Hiszpanii, studiujący w Londynie a tu będący na Erasmusie, namawia mnie na lepienie pierogów. Zgodzę się pod warunkiem, że odpuści barszcz ukraiński. Kuchnia to już totalny odlot jest, wręcz dziwnie się czuję podgrzewając tylko zapasy z domu i merdając gorące kubki. Oni tu gotują. Z warzyw. Z mięsa. Z przyprawami. Ja wam jeszcze pokaże! Ale zanim upiekę ciasto, przydałoby się umyć piekarnik...:)
Jutro kolejne wyzwania. W tym papierkowe. Zobaczymy...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz