...gdy po wszystkich już kłopotach:)
Każdemu zdarza się raz na jakiś czas "dzień zero", na szczęście potem siły witalne wracają i chce się znów żyć. Tak więc zaprosiłam na obiad Magdę i Łukasza. Były naleśniki, niby nic, a po domowemu i smacznie. Tak przy okazji, mamy tu najwymyślniejsze formy patelni, nie każda jednak nadaje się do smażenia naleśniczków...Zrobiłam też polski kisiel, mniam mniam mniam.
Gratulacje dla Devils Wrocław! Kolejna dobra wiadomość dzisiejszej pięknej soboty. Sukces na horyzoncie widać również na uczelni, bo chyba jednak uzbieram 30 ECTS-ów. Inna niesamowitość- zaczepiono mnie dziś na ulicy pytaniem "gdzie jest poczta?", udzieliłam wskazówki po niemiecku! Idzie mi coraz lepiej, strach się bać.
Nie wspominałam jeszcze o mojej Tutorin. Po polsku mówimy "mentor", po angielsku "buddy", ale co do zasady chodzi o studenta-anioła stróża. Moja Jessi, ma 19 lat, tatę ze Śląska, szczery uśmiech i mnóstwo dobrych chęci. Poza tym świetnie mówi po polsku (raz po raz wtrącając jakieś słówka z gwary, kupa śmiechu z nią jest), kiedy miała 16 lat sama pojechała do Nowej Zelandii, teraz jest na programie podwójnego dyplomu z Chinami itd. Na WFI- norma, dla mnie wciąż dość mocno zaskakujące. W ogóle nie czarujmy się, specyfika uczelni jest taka jak innych uczelni ekonomicznych. Czyli ładne dziewczyny z drogimi torebkami, przystojni chłopcy w sweterkach z konikiem (krokodyli prawie się nie widuje), chociaż oczywiście są wyjątki. Ale oni tu noszą ładne okulary!
Pora przebrać się i potruchtać w teren. Playlista z motywem przewodnim "woda". Ps 137, Ps 19.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz