Bez tytułu, bo nie mam weny. Garść pytań bez odpowiedzi. Myśli nieuczesane i luzem rzucone.
Nic nie dzieje się bez przyczyny, a już na pewno nie w Niemczech. Jeśli na starym błotniku starego roweru, który właśnie nabyłaś, jest przyklejona taśma klejąca, to nie ze względów estetycznych. Widocznie miała zapobiegać miarowemu uderzaniu błotnika o bagażnik- co w zwielokrotnionej ilości daje efekt "telepotania". Poza tym moja złoto-czerwona strzała spisuje się bez zarzutu.
Mrożona marchew musi być rozmrożona, następnie można ją przyrządzić na półchrupko z dodatkiem czosnku. Doskonałe źródło witamin.
Jak Polacy robią imprezę to...nie ma wuja we wsi. Grill zaczął się o 17, skończył o północy. Spotkał się z bardzo pozytywnym odbiorem. Kolejny międzynarodowy sukces naszej dyplomacji. Przy jednym stole Polska, Niemcy, polska Mniejszość Niemiecka i niemiecka Mniejszość Polska (w osobie mojej Jessi:), Francja, Turcja, Rumunia, Irlandia, Rosja, Chiny, Finlandia.
Byłyśmy wczoraj z Magdą na koncercie, sami starzy ludzie, ale muzyka i miejsce przepiękne.
Cały świat obchodzi Dzień Matki 13 maja. Dlaczego u nas jest 26?
Ochłodziło się, ale świeci słońce. Plan na ten tydzień: czwartek- Bamberg, piątek- Eichstätt, sobota- Monachium i finał Ligi Mistrzów. Niedziela- "oezu ale mi się nie chce uczyć na egzamin".
Wspominałam już, że kocham profesora Habisch'a. Nie wiedziałam dlaczego mam dla niego aż tyle sympatii, aż nagle uświadomiłam sobie, że to z powodu Imienia. André. Z tym nie wygrasz. http://www.youtube.com/watch?v=GjjlnDbPhE8
No nic, idę się ubrać.
poniedziałek, 14 maja 2012
sobota, 12 maja 2012
Oczywista oczywistość
"Ale po co jechać do Niemiec?"
W Niemczech jest nudno, nie trzeba tam jechać, wszystko z góry wiadomo.
- Na ulicach roi się od policjantów, wszyscy bezwzględnie przestrzegają przepisów i tak dalej. Nuda.
- Nie wolno pić w miejscach publicznych, a za śmiecenie obcinają ręce. Powyżej łokcia.
- Niemki są brzydkie, Niemcy są ryżawi albo czerwoni na twarzy.
- Na Erasmusie nic się nie robi tylko imprezuje.
- Niemcy nie lubią obcych.
- Na Erasmusie trzeba cykać sobie miliony fotek, mieć całe mnóstwo zakręconych znajomych i nawiązywać szeroko pojęte "stosunki międzynarodowe". Bilateralne i multilateralne.
- W Niemczech nie ma nic ciekawego do zobaczenia.
Pierwszego policjanta zobaczyłam chyba po tygodniu. Minęłam po drodze do Norymbergi koszary, ale wojska na ulicach nie ma. Codziennie idąc na uczelnię przechodzę nielegalnie przez trawnik i przez jezdnię poza przejściem dla pieszych. Wszyscy tak tu robią. W parku można siedzieć na trawniku, grać w piłkę, pić wino. Na uczelni kupisz piwo bez problemu. Piwo piją od rana do nocy, poza najmłodszymi dziećmi, wszyscy. Generalnie jest czysto. Wkurzające są pety między płytami chodnikowymi, dużo ludzi tu pali. Śmieci sprzątają rano służby miejskie, ale zasadniczo społeczeństwo wie, że plastikowa butelka to też pieniądz, więc recyklingują na potęgę. Na uczelni, w automacie z napojami są szklane butelki.
Młode Niemki wcale nie są jakoś odrażająco brzydkie. Norma, ale trzeba przyznać, że najładniejsze są "mieszanki"- pół-Hiszpanki, pół-Polki itd. Poza tym są miłe i otwarte, na uczelni nie ma problemu z podziałem "obcy" i "nasi", w grupach projektowych często jesteśmy wymieszani, dobrze to wszystkim robi.
Niemcy...o losie. Wszystko jest. Orli profil, stalowe spojrzenie, atletyczna sylwetka. Włosy idealnie przystrzyżone lub stylowo ułożone. Od małego grają w piłkę, więc sportowy duch jak najbardziej, poza tym sporo z nich biega lub jeździ na rowerze. Po studiach tata kupi audi, a potem sam sobie kupi lepsze audi. I nie można powiedzieć, żeby im to ujmowało uroku. Miałam ich za gburów, ale ostatnio się poprawiło i zaczęli mi nawet drzwi otwierać. Konkluzja jest taka- gdy zbyt miękną kolana lub chciałoby się popatrzeć jednemu z drugim trochę głębiej w oczy, należy bezzwłocznie zwizualizować sobie ich w mundurze (http://mlodelata.pl/img/articles/img/kloss-brunner2.jpg) a w myślach zanucić coś z repertuaru patriotycznego. Zakazane piosenki na przykład.
Erasmusowy tryb życia zależy od osoby. Mam też całe 6 przedmiotów i nie narzekam na brak pracy naukowej, czasem trzeba nawet nockę zarwać. Nie przesadzam za to z imprezami/fotkami/znajomościami. W granicach rozsądku. Moglibyśmy więcej jeździć i zwiedzać, bo tu w promieniu kilkudziesięciu kilometrów są cudne miasta i jeszcze piękniejsza dzika natura. Mam nadzieję, że na moim nowym(!), starym(!!) rowerze za 40 euro (!!!) pozwiedzam bliższe okolice mojego małego zielonego Ingolstadtu.
Serwus!
W Niemczech jest nudno, nie trzeba tam jechać, wszystko z góry wiadomo.
- Na ulicach roi się od policjantów, wszyscy bezwzględnie przestrzegają przepisów i tak dalej. Nuda.
- Nie wolno pić w miejscach publicznych, a za śmiecenie obcinają ręce. Powyżej łokcia.
- Niemki są brzydkie, Niemcy są ryżawi albo czerwoni na twarzy.
- Na Erasmusie nic się nie robi tylko imprezuje.
- Niemcy nie lubią obcych.
- Na Erasmusie trzeba cykać sobie miliony fotek, mieć całe mnóstwo zakręconych znajomych i nawiązywać szeroko pojęte "stosunki międzynarodowe". Bilateralne i multilateralne.
- W Niemczech nie ma nic ciekawego do zobaczenia.
Pierwszego policjanta zobaczyłam chyba po tygodniu. Minęłam po drodze do Norymbergi koszary, ale wojska na ulicach nie ma. Codziennie idąc na uczelnię przechodzę nielegalnie przez trawnik i przez jezdnię poza przejściem dla pieszych. Wszyscy tak tu robią. W parku można siedzieć na trawniku, grać w piłkę, pić wino. Na uczelni kupisz piwo bez problemu. Piwo piją od rana do nocy, poza najmłodszymi dziećmi, wszyscy. Generalnie jest czysto. Wkurzające są pety między płytami chodnikowymi, dużo ludzi tu pali. Śmieci sprzątają rano służby miejskie, ale zasadniczo społeczeństwo wie, że plastikowa butelka to też pieniądz, więc recyklingują na potęgę. Na uczelni, w automacie z napojami są szklane butelki.
Młode Niemki wcale nie są jakoś odrażająco brzydkie. Norma, ale trzeba przyznać, że najładniejsze są "mieszanki"- pół-Hiszpanki, pół-Polki itd. Poza tym są miłe i otwarte, na uczelni nie ma problemu z podziałem "obcy" i "nasi", w grupach projektowych często jesteśmy wymieszani, dobrze to wszystkim robi.
Niemcy...o losie. Wszystko jest. Orli profil, stalowe spojrzenie, atletyczna sylwetka. Włosy idealnie przystrzyżone lub stylowo ułożone. Od małego grają w piłkę, więc sportowy duch jak najbardziej, poza tym sporo z nich biega lub jeździ na rowerze. Po studiach tata kupi audi, a potem sam sobie kupi lepsze audi. I nie można powiedzieć, żeby im to ujmowało uroku. Miałam ich za gburów, ale ostatnio się poprawiło i zaczęli mi nawet drzwi otwierać. Konkluzja jest taka- gdy zbyt miękną kolana lub chciałoby się popatrzeć jednemu z drugim trochę głębiej w oczy, należy bezzwłocznie zwizualizować sobie ich w mundurze (http://mlodelata.pl/img/articles/img/kloss-brunner2.jpg) a w myślach zanucić coś z repertuaru patriotycznego. Zakazane piosenki na przykład.
Erasmusowy tryb życia zależy od osoby. Mam też całe 6 przedmiotów i nie narzekam na brak pracy naukowej, czasem trzeba nawet nockę zarwać. Nie przesadzam za to z imprezami/fotkami/znajomościami. W granicach rozsądku. Moglibyśmy więcej jeździć i zwiedzać, bo tu w promieniu kilkudziesięciu kilometrów są cudne miasta i jeszcze piękniejsza dzika natura. Mam nadzieję, że na moim nowym(!), starym(!!) rowerze za 40 euro (!!!) pozwiedzam bliższe okolice mojego małego zielonego Ingolstadtu.
Serwus!
wtorek, 8 maja 2012
KKK cz.2 Küche
"Petroniusz obudził się zaledwie koło południa i jak zwykle, zmęczony bardzo", pomyślałam otwierając oczy około 9. Potem przyszła myśl, że strasznie mi się nie chce iść biegać, a wieczorem nie dam rady...Ale w ramach działalności ruchowej odkurzyłam i umyłam podłogę w pokoju. Czysto i pachnąco, chce się żyć!
Kuchnia. Nasze ulubione miejsce w domu. Jest duży stół, w końcu nie ma muszek-owocówek, są wszyscy, a czasem nawet więcej. Koledzy Latynosi czują się u nas zupełnie jak u siebie, powinniśmy ich wciągnąć na listę dyżurów sprzątania. W tym temacie- nie jest aż tak źle. Raz w tygodniu przychodzi pani, ogarnia głównie łazienki i wspólne podłogi, ale dziś np. wyczyściła lodówkę i zamrażarkę. Bo był mały wypadek z zamrażarką. Jeden chico latino włożył piwo w szklanej butelce do zamrażarki. Chyba nie był na tej lekcji.Posprzątać piwne lody i szkło musieliśmy my. Poza tym, zmywa zmywarka, każdy mniej więcej sprząta po sobie i nie ma tragedii. Ale mogłoby być czyściej, mniej "klunkrów" na wierzchu.
Wyposażenie. Wspominałam kiedyś chyba, że mamy tysiąc i jedną patelnię. Jest też maszynka do gotowania ryżu, w końcu muszę ją wypróbować. Robot kuchenny jest beznadziejny, toster działa bez zarzutu, noże są tępe. Nie ma tarki. Czajnik to jest jakaś totalna masakra, czyściłam go już dwa razy, ale kamień przyrasta w zastraszającym tempie. Czy to wina czajnika czy wody? Czy w takim razie picie tej kranówki to nie jest dobry pomysł?
Gotowanie. Rozkręciłam się trochę, nie było wyboru. Ale nie umywam się to osiągnięć kulinarnych Taja i Hinduski. Co oni tu nie wyczyniają...Czasem w ramach "Słyszałam, że lubisz pikantne jedzenie" częstują mnie tym i owym. Oczekują jednak, że polecą mi łzy albo wypiję litr wody duszkiem, ale nie wiedzą z kim tańczą... Mięso jem nawet 3 razy w tygodniu, rozpoczęcie sezonu grillowego temu sprzyja. A propos- Weisswurst nie robi szału. Poza tym jabłka, papryka w dużych ilościach, sałata jeśli trafi się w dobrej cenie. Słyszałam, że w Edece są szparagi w promocji, może by tak zupę krem zrobić? Ziemniaków nie jadłam ani razu (to tak jakby ktoś zarzucał nam poznańską pyrowatość). Chleb dobry, ciemny, zdobyczny. Płatki owsiane, jajka z wolnego wybiegu. Naczelna zasada- nie trzymać jedzenia w pokoju, nie będzie kusiło:)
Pora wstać od biurka i pójść na uczelnię. Dziś 8 maja. "Dlaczego w Niemczech nie mają wolnego?"- zapytał któryś z bystrych Francuzów.
Mają za to wolne we Wniebowstąpienie.
Kuchnia. Nasze ulubione miejsce w domu. Jest duży stół, w końcu nie ma muszek-owocówek, są wszyscy, a czasem nawet więcej. Koledzy Latynosi czują się u nas zupełnie jak u siebie, powinniśmy ich wciągnąć na listę dyżurów sprzątania. W tym temacie- nie jest aż tak źle. Raz w tygodniu przychodzi pani, ogarnia głównie łazienki i wspólne podłogi, ale dziś np. wyczyściła lodówkę i zamrażarkę. Bo był mały wypadek z zamrażarką. Jeden chico latino włożył piwo w szklanej butelce do zamrażarki. Chyba nie był na tej lekcji.Posprzątać piwne lody i szkło musieliśmy my. Poza tym, zmywa zmywarka, każdy mniej więcej sprząta po sobie i nie ma tragedii. Ale mogłoby być czyściej, mniej "klunkrów" na wierzchu.
Wyposażenie. Wspominałam kiedyś chyba, że mamy tysiąc i jedną patelnię. Jest też maszynka do gotowania ryżu, w końcu muszę ją wypróbować. Robot kuchenny jest beznadziejny, toster działa bez zarzutu, noże są tępe. Nie ma tarki. Czajnik to jest jakaś totalna masakra, czyściłam go już dwa razy, ale kamień przyrasta w zastraszającym tempie. Czy to wina czajnika czy wody? Czy w takim razie picie tej kranówki to nie jest dobry pomysł?
Gotowanie. Rozkręciłam się trochę, nie było wyboru. Ale nie umywam się to osiągnięć kulinarnych Taja i Hinduski. Co oni tu nie wyczyniają...Czasem w ramach "Słyszałam, że lubisz pikantne jedzenie" częstują mnie tym i owym. Oczekują jednak, że polecą mi łzy albo wypiję litr wody duszkiem, ale nie wiedzą z kim tańczą... Mięso jem nawet 3 razy w tygodniu, rozpoczęcie sezonu grillowego temu sprzyja. A propos- Weisswurst nie robi szału. Poza tym jabłka, papryka w dużych ilościach, sałata jeśli trafi się w dobrej cenie. Słyszałam, że w Edece są szparagi w promocji, może by tak zupę krem zrobić? Ziemniaków nie jadłam ani razu (to tak jakby ktoś zarzucał nam poznańską pyrowatość). Chleb dobry, ciemny, zdobyczny. Płatki owsiane, jajka z wolnego wybiegu. Naczelna zasada- nie trzymać jedzenia w pokoju, nie będzie kusiło:)
Pora wstać od biurka i pójść na uczelnię. Dziś 8 maja. "Dlaczego w Niemczech nie mają wolnego?"- zapytał któryś z bystrych Francuzów.
Mają za to wolne we Wniebowstąpienie.
niedziela, 6 maja 2012
Niedzielny leń
Hallo!
Pierwsze wyniki II tury niepokojące, ale może dobrze im tak...Niech żywi nie tracą nadziei, może terytoria zamorskie głosowały na "Silną Francję".
Notka w piątek nie powstała, bo powstała praca na zaliczenie z Change Management, a potem wpadli koledzy hiszpańskojęzyczni. "Zaraz" mieli wychodzić, zostali prawie do 2 nad ranem. A ja z nimi, bo nawet mimo drzwi zamkniętych słyszałabym ich rozmowy.
A przez weekend byłam w górach z Emilem i Sabine, chłopcami i całą masą innych ludzi. Co z tego, że padało przez większość czasu. Rosenheim prześliczne, przy tym Ingolstadt to metropolia i to nawet całkiem nowoczesna. Bo tu się nie chodzi na co dzień w ludowych strojach. Góry w chmurach, ale i tak cudne. Jest szansa na wyjazd, już typowo turystyczny, w długi weekend. Propozycje mnożą się jak szalone, jeszcze nie wiem co będę robić. Za to najbliższy weekend muszę zaplanować sobie sama, warto byłoby zobaczyć Monachium jeszcze na trzeźwo i bez tłumu kibiców wokół:)
Na uczelni zaczęło robić się intensywnie, case'y indywidualnie i w grupach, na piątek prezentacja dla prof. Habisch'a. Jeden z moich ulubieńców, wybitnie sympatyczny, mądry, wierzący w biznes społecznie odpowiedzialny. Ostatnio współtworzył: http://www.stthomas.edu/cathstudies/cst/conferences/Logic%20of%20Gift%20Semina/Logicofgiftdoc/FinalsoftproofVocati.pdf
czym oczywiście podbił moje serce do reszty.
Dziś pogoda barowa, więc opiłam się po powrocie herbatą z przeceny i powoli szykuję się do odsypiania. Jutro przed 10 muszę odnieść książki do biblioteki, (nie chwaliłam się, udało mi się to załatwić, nawet po niemiecku!), znów noc będzie za krótka. Jutro postaram się napisać o drugim z trzech K.
Pierwsze wyniki II tury niepokojące, ale może dobrze im tak...Niech żywi nie tracą nadziei, może terytoria zamorskie głosowały na "Silną Francję".
Notka w piątek nie powstała, bo powstała praca na zaliczenie z Change Management, a potem wpadli koledzy hiszpańskojęzyczni. "Zaraz" mieli wychodzić, zostali prawie do 2 nad ranem. A ja z nimi, bo nawet mimo drzwi zamkniętych słyszałabym ich rozmowy.
A przez weekend byłam w górach z Emilem i Sabine, chłopcami i całą masą innych ludzi. Co z tego, że padało przez większość czasu. Rosenheim prześliczne, przy tym Ingolstadt to metropolia i to nawet całkiem nowoczesna. Bo tu się nie chodzi na co dzień w ludowych strojach. Góry w chmurach, ale i tak cudne. Jest szansa na wyjazd, już typowo turystyczny, w długi weekend. Propozycje mnożą się jak szalone, jeszcze nie wiem co będę robić. Za to najbliższy weekend muszę zaplanować sobie sama, warto byłoby zobaczyć Monachium jeszcze na trzeźwo i bez tłumu kibiców wokół:)
Na uczelni zaczęło robić się intensywnie, case'y indywidualnie i w grupach, na piątek prezentacja dla prof. Habisch'a. Jeden z moich ulubieńców, wybitnie sympatyczny, mądry, wierzący w biznes społecznie odpowiedzialny. Ostatnio współtworzył: http://www.stthomas.edu/cathstudies/cst/conferences/Logic%20of%20Gift%20Semina/Logicofgiftdoc/FinalsoftproofVocati.pdf
czym oczywiście podbił moje serce do reszty.
Dziś pogoda barowa, więc opiłam się po powrocie herbatą z przeceny i powoli szykuję się do odsypiania. Jutro przed 10 muszę odnieść książki do biblioteki, (nie chwaliłam się, udało mi się to załatwić, nawet po niemiecku!), znów noc będzie za krótka. Jutro postaram się napisać o drugim z trzech K.
czwartek, 3 maja 2012
M jak Mutti
Pozdrawiam świątecznie!
W związku z tym, że mieszkam na terenie polskiej parafii, było dziś wszystko co trzeba, z majowym włącznie. Oprócz tego cały dzień spędziłam w sali wykładowej, ale opłacało się, niesamowity wykład i świadectwo uczciwego życia przy okazji.
Urodzeni 3 maja to min. Ojciec Dyrektor, Włodzimierz Czarzasty a przede wszystkim Beata Andrzejczak, moja własna rodzona Matka.
Złośliwi twierdzili, że nie mam mamy, bo nikt jej nigdy nie widział. Przyznać należy, że od czasu gdy zaczęłam naukę w Poznaniu, mamy nie było w szkole aż tak bardzo widać. Ale aż do czasów gimnazjum, to mama była w trójkach klasowych, udzielała się na wywiadówkach i tak dalej. Jednak ktokolwiek Mamę poznał, zawsze ją polubił (prawda, Magdalena S.?). I chociaż większość rozmów na Jej temat zaczynam od "weź mi ją" lub gorzej, wiadomo jednak, że moja Mama jest najlepsza. Przede wszystkim dlatego, że wytrzymuje z najlepszym na świecie moim Tatą oraz równie wyjątkową resztą rodziny. Idąc dalej, tylko dzięki niej żyję sobie samodzielna, w miarę czysta i dobrze odżywiona- nauczyła mnie wszystkiego. Przekazała mi garść ważnych porad życiowych jak np:
-> Do mięsa mielonego należy dodać kawałek pieczywa namoczonego w mleku lub wodzie, inaczej klopsiki wyjdą twarde;
-> Skarpety powinny być bez dziur, a paznokcie u stóp obcięte, żeby w razie wypadku nie było wstydu;
-> Ocet w domu musi być, ratuje cię w każdej sytuacji;
-> Skromność cnotą dziewczęcia (to akurat pani Dulska, ale też i Mama)
I tak dalej i tak dalej. Moja Mama przeprasza, że jest fajniejsza niż Wasze.
W związku z tym, że mieszkam na terenie polskiej parafii, było dziś wszystko co trzeba, z majowym włącznie. Oprócz tego cały dzień spędziłam w sali wykładowej, ale opłacało się, niesamowity wykład i świadectwo uczciwego życia przy okazji.
Urodzeni 3 maja to min. Ojciec Dyrektor, Włodzimierz Czarzasty a przede wszystkim Beata Andrzejczak, moja własna rodzona Matka.
Złośliwi twierdzili, że nie mam mamy, bo nikt jej nigdy nie widział. Przyznać należy, że od czasu gdy zaczęłam naukę w Poznaniu, mamy nie było w szkole aż tak bardzo widać. Ale aż do czasów gimnazjum, to mama była w trójkach klasowych, udzielała się na wywiadówkach i tak dalej. Jednak ktokolwiek Mamę poznał, zawsze ją polubił (prawda, Magdalena S.?). I chociaż większość rozmów na Jej temat zaczynam od "weź mi ją" lub gorzej, wiadomo jednak, że moja Mama jest najlepsza. Przede wszystkim dlatego, że wytrzymuje z najlepszym na świecie moim Tatą oraz równie wyjątkową resztą rodziny. Idąc dalej, tylko dzięki niej żyję sobie samodzielna, w miarę czysta i dobrze odżywiona- nauczyła mnie wszystkiego. Przekazała mi garść ważnych porad życiowych jak np:
-> Do mięsa mielonego należy dodać kawałek pieczywa namoczonego w mleku lub wodzie, inaczej klopsiki wyjdą twarde;
-> Skarpety powinny być bez dziur, a paznokcie u stóp obcięte, żeby w razie wypadku nie było wstydu;
-> Ocet w domu musi być, ratuje cię w każdej sytuacji;
-> Skromność cnotą dziewczęcia (to akurat pani Dulska, ale też i Mama)
I tak dalej i tak dalej. Moja Mama przeprasza, że jest fajniejsza niż Wasze.
środa, 2 maja 2012
KKK cz.1 Kinder
Przez pierwsze kilka dni myślałam, że Niemcy od razu rodzą się starzy. Dzieci na ulicach nie widziałam prawie wcale, trochę przychodziło z rodzicami do kościoła, ale i tu bez szaleństw. Jednak skoro od kilku dni mamy tu prawdziwie śródziemnomorskie temperatury, wysypało się dziatwy na ulice, skwery i place. O dziwo, nie są mniej niegrzeczne niż bywają polskie dzieci. Muszę jednak przyznać, pierwszy napad sklepowej histerii jaki widziałam w Ingolstadt, odbył się na pewno nie po niemiecku. Turecki, może jeszcze jakiś inny język...
Dzieci jeżdżą na rowerach w kaskach, są wożone w bardzo ładnych wózkach przez mniej ładne mamy, ale o tym kiedy indziej. Spotkałam też kiedyś małego nazistę wymachującego drewnianym karabinem. Na szczęście nie rozumiałam co mówił. Innym razem akurat wiązałam sznurowadła pod koniec przebieżki, kiedy jakiś mały podbiegł i zaczął coś do mnie rozmawiać... wyglądał na tak przejętego, że naprawdę żałowałam, że nie wiem czego chciał.
Ładne są małe muzułmanki, z plecaczkami i w chustach. Urozmaicenie na tle biało-zielonego Heimatu.
Jednakowoż, demografia jest nieubłagana i z pewnością dzieci w Niemczech rodzi się za mało, nawet żeby zapewnić prostą zastępowalność pokoleń.
Tak przy okazji, muszę przyznać, że trochę tęsknię za "swoimi" dziećmi, zwłaszcza za Kazimierzem.
Pozdrawiam, czekajcie na kolejne dwa "K":)
wtorek, 1 maja 2012
Völker, hört die Signale!
Jeśli kiedykolwiek mieliście korespondencyjną koleżankę (chłopcy pisali listy? Raczej nie...?), to wiecie, że w dobrym tonie było rozpoczynać każdy list od "przepraszam, że tak długo nie pisałam". Teraz sobie myślę, co zabierało nam czas w wieku tych 9-13 lat, przecież nawet nie było wtedy internetu. Czyżby jednak dzieciństwo sielskie-anielskie, z bieganiem samopas po lubońskiej ulicy było aż tak bardzo absorbujące?
Wiem za to co się ostatnio działo, że na blogu się nie działo. Weekend w Norymberdze, właśnie taki, że "się nie dzieje". Było pięknie, był ogień, ludzie i miasto rewelacyjni. Potem był poniedziałek, a w poniedziałek zawsze jest coś do zrobienia. Zakupy na taki przykład, bądź obiad. A jeszcze jeśli wieczorem wpadają Polacy (heh, "Bohu, nie przysyłaj mi tu Polacy":) to wiadomo, że na nic więcej czasu nie będzie. Jedliśmy, piliśmy, kto miał ten palił, a potem była Jenga. Następnie panowie zarządzili granie w pokera.
Zamiast Chińczyka, który dostał staż 200 km stąd, mieszka z nami nowy Hindus. Na uczelni też ich się trochę kręci. Wiecie jak oni mówią po angielsku. http://www.youtube.com/watch?v=e641aQp8zGI
Śmiesznie jest z nimi, każda rozmowa to wyzwanie.
Pora ponarzekać, bo jak wczoraj ustaliliśmy przy kolacji, to nasza narodowa specjalność. Próbowałam poprasować, szło z trudem, gdyż żelazko ma wielką dziurę z boku i leje się z niego woda. Poza tym, robot kuchenny nie nadaje się do niczego, a w domu nie ma tarki. To już jest skandal, tarka musi być. Dopisać do listy, zaraz pod "cokolwiek czym można przesłonić syf na balkonie, żeby w końcu dało się tam posiedzieć, a nie oglądać kubły na śmieci". Zakupy ostatnio wypadły wspaniale, nabyłam słownik angielsko-niemiecki za 5 euro oraz w ramach inwestycji na przyszłość "Jezusa z Nazaretu" autorstwa BXVI za całe 4 euro. Nie mogłam się powstrzymać, a może to była reakcja alergiczna na wykład, z którego właśnie wyszłam. Bo chodziło o to, że my jesteśmy racjonalni...:)
Niech się święci Święto Pracy, jak tylko skończę notkę zabieram się za porządek w pokoju, a potem może uda mi się ruszyć case study na piątek albo tłumaczenie... Dziś obchodzi się również święto Matki Boskiej Królowej Bawarii. Muszę spróbować dowiedzieć się czy są tu majowe, bo litania loretańska po niemiecku może przebić wszystko co dotychczas słyszałam. Myślicie, że "Królowa bez zmazy pierworodnej poczęta" to po niemiecku jeden wyraz?
Wiem za to co się ostatnio działo, że na blogu się nie działo. Weekend w Norymberdze, właśnie taki, że "się nie dzieje". Było pięknie, był ogień, ludzie i miasto rewelacyjni. Potem był poniedziałek, a w poniedziałek zawsze jest coś do zrobienia. Zakupy na taki przykład, bądź obiad. A jeszcze jeśli wieczorem wpadają Polacy (heh, "Bohu, nie przysyłaj mi tu Polacy":) to wiadomo, że na nic więcej czasu nie będzie. Jedliśmy, piliśmy, kto miał ten palił, a potem była Jenga. Następnie panowie zarządzili granie w pokera.
Zamiast Chińczyka, który dostał staż 200 km stąd, mieszka z nami nowy Hindus. Na uczelni też ich się trochę kręci. Wiecie jak oni mówią po angielsku. http://www.youtube.com/watch?v=e641aQp8zGI
Śmiesznie jest z nimi, każda rozmowa to wyzwanie.
Pora ponarzekać, bo jak wczoraj ustaliliśmy przy kolacji, to nasza narodowa specjalność. Próbowałam poprasować, szło z trudem, gdyż żelazko ma wielką dziurę z boku i leje się z niego woda. Poza tym, robot kuchenny nie nadaje się do niczego, a w domu nie ma tarki. To już jest skandal, tarka musi być. Dopisać do listy, zaraz pod "cokolwiek czym można przesłonić syf na balkonie, żeby w końcu dało się tam posiedzieć, a nie oglądać kubły na śmieci". Zakupy ostatnio wypadły wspaniale, nabyłam słownik angielsko-niemiecki za 5 euro oraz w ramach inwestycji na przyszłość "Jezusa z Nazaretu" autorstwa BXVI za całe 4 euro. Nie mogłam się powstrzymać, a może to była reakcja alergiczna na wykład, z którego właśnie wyszłam. Bo chodziło o to, że my jesteśmy racjonalni...:)
Niech się święci Święto Pracy, jak tylko skończę notkę zabieram się za porządek w pokoju, a potem może uda mi się ruszyć case study na piątek albo tłumaczenie... Dziś obchodzi się również święto Matki Boskiej Królowej Bawarii. Muszę spróbować dowiedzieć się czy są tu majowe, bo litania loretańska po niemiecku może przebić wszystko co dotychczas słyszałam. Myślicie, że "Królowa bez zmazy pierworodnej poczęta" to po niemiecku jeden wyraz?
Subskrybuj:
Posty (Atom)