Ladies and gentlemen,
chciałabym dziś poruszyć temat języka. Typowa rozmowa przed moim wyjazdem wyglądała mw tak: "Gdzie jedziesz? Do Niemiec. A mówisz po niemiecku? Tak trochen." Wszystkie przedmioty mam po angielsku, tu nie ma problemu, tzn. prowadzący nie mają. Kiedy przychodzi do pracy w grupach, koledzy i koleżanki automatycznie przechodzą na niemiecki. Wczoraj poprosiłam wprost, żebyśmy rozmawiali po angielsku. Można? Można. A dziś z kolei na rewelacyjnym wykładzie o Etyce Biznesu były już pierwsze prezentacje studentów, a chociaż slajdy mieli przygotowane po niemiecku, specjalnie dla mnie przedstawiali w bardziej zrozumiałym narzeczu. I oczywiście, nie mieli z tym żadnego problemu, ale pewnie w głowach powtarzali "Gdyby nie ten cholerny Stalin też byś mówiła po niemiecku..."
Jadę do Norymbergii, tak a propos... Wrócę w niedzielę wieczorem i może uporam się przez weekend z pytaniem "jak żyć?" skoro Pep odchodzi z Barcelony.
Pozdrawiam wszystkich, a zwłaszcza tych, którzy pomimo aury za oknem muszą się uczyć. Dla mnie matura to: http://www.youtube.com/watch?v=2eBrfPcpfew&feature=related
piątek, 27 kwietnia 2012
czwartek, 26 kwietnia 2012
"Takie nasze szczęście..."
Hej ho!
-Puk, puk?
-Kto tam?
-Na pewno nie Real Madryt!
Feta na mieście przebiegła nadspodziewanie spokojnie, może Niemcy zabronili. Pewne jest jedno, pojedziemy do Monachium już wkrótce. Co do clubbingu... największy klub w Ingolstadt to jak średniej wielkości imprezownia w Posen. Znów jednak, nie ma co się użalać i porównywać- co mają powiedzieć Londyńczycy? Dla nich to dopiero prowincja.
Lato przyszło, a ja mam dziś całodzienne seminarium o CSR. Także pooglądamy sobie cudną przyrodę przez okno. Pisałam kiedyś o stokrotkach, ale na terenie naszego mini kampusu jest w bród innego kwiecia oraz zdaje się owocowych drzew, również pięknie kwitnących. Jest prześlicznie, brakuje tylko owieczek.
W swoich listach często pytacie: "czy są tam w ogóle jakieś dziewczyny?". Otóż są, mieszkamy w 12 osób, w niezdrowej proporcji płci 8/4, z dziewczynek jest: Hinduska, Węgierka, Turczynka oraz ja. Panów mamy z: Chin, Tajlandii, dwóch z Węgier, Daniel jest skądinąd a urodził się na Ukrainie. Jest Meksykanin i dwóch Finów. Na co mi zajęcia "Intercultural communication", skoro mam to samo w domu. Tzn. nie w domu. W miejscu gdzie akurat mieszkam.
-Puk, puk?
-Kto tam?
-Na pewno nie Real Madryt!
Feta na mieście przebiegła nadspodziewanie spokojnie, może Niemcy zabronili. Pewne jest jedno, pojedziemy do Monachium już wkrótce. Co do clubbingu... największy klub w Ingolstadt to jak średniej wielkości imprezownia w Posen. Znów jednak, nie ma co się użalać i porównywać- co mają powiedzieć Londyńczycy? Dla nich to dopiero prowincja.
Lato przyszło, a ja mam dziś całodzienne seminarium o CSR. Także pooglądamy sobie cudną przyrodę przez okno. Pisałam kiedyś o stokrotkach, ale na terenie naszego mini kampusu jest w bród innego kwiecia oraz zdaje się owocowych drzew, również pięknie kwitnących. Jest prześlicznie, brakuje tylko owieczek.
W swoich listach często pytacie: "czy są tam w ogóle jakieś dziewczyny?". Otóż są, mieszkamy w 12 osób, w niezdrowej proporcji płci 8/4, z dziewczynek jest: Hinduska, Węgierka, Turczynka oraz ja. Panów mamy z: Chin, Tajlandii, dwóch z Węgier, Daniel jest skądinąd a urodził się na Ukrainie. Jest Meksykanin i dwóch Finów. Na co mi zajęcia "Intercultural communication", skoro mam to samo w domu. Tzn. nie w domu. W miejscu gdzie akurat mieszkam.
środa, 25 kwietnia 2012
Słońce!
Hallo!
Miły dzień, choć nie zapowiadało się na to. Wczoraj lało, dziś świeci słońce i wygląda na to, że będzie jeszcze lepiej. (Chociaż, Sophie: "Dla ciebie to jest ciepło, faktycznie jesteś z Polski". No tak, nie każdy mieszka w Tuluzie). Poza tym- niemiecki numer telefonu, kolejny obiad, pierwsze pranie, małe zakupy. Pierwsza lekcja niemieckiego, w grupie ponad 20 osób, sporo Azjatek. Kurka wodna, nie będę narzekać, że nie umiem czegoś wymówić, ja przynajmniej mam aparat gębowy przystosowany do artykulacji "r":)
Mamy dziś wyjść, ale skoro gra Bayern, na "mieście" może być różnie. Poza tym, weekend w Norymberdze wygląda coraz konkretniej.
Nie wspominałam chyba, że nad nami jest szkoła muzyczna. Czasami jest spoko, ale są też dni gdy biedaczysko nie przygotowało się na lekcję więc wali w ten klawikord te same 6 taktów przez godzinę. W niedzielę i w sobotę też. Innym razem mamy też śpiew klasyczny, tu już jest zdecydowanie dobrze, zwłaszcza dla tak niespełnionego muzyka jak ja.
Serdeczności z Bawarii, trzymamy dziś kciuki za naszych:) http://www.youtube.com/watch?v=G3KPBRajN10
Miły dzień, choć nie zapowiadało się na to. Wczoraj lało, dziś świeci słońce i wygląda na to, że będzie jeszcze lepiej. (Chociaż, Sophie: "Dla ciebie to jest ciepło, faktycznie jesteś z Polski". No tak, nie każdy mieszka w Tuluzie). Poza tym- niemiecki numer telefonu, kolejny obiad, pierwsze pranie, małe zakupy. Pierwsza lekcja niemieckiego, w grupie ponad 20 osób, sporo Azjatek. Kurka wodna, nie będę narzekać, że nie umiem czegoś wymówić, ja przynajmniej mam aparat gębowy przystosowany do artykulacji "r":)
Mamy dziś wyjść, ale skoro gra Bayern, na "mieście" może być różnie. Poza tym, weekend w Norymberdze wygląda coraz konkretniej.
Nie wspominałam chyba, że nad nami jest szkoła muzyczna. Czasami jest spoko, ale są też dni gdy biedaczysko nie przygotowało się na lekcję więc wali w ten klawikord te same 6 taktów przez godzinę. W niedzielę i w sobotę też. Innym razem mamy też śpiew klasyczny, tu już jest zdecydowanie dobrze, zwłaszcza dla tak niespełnionego muzyka jak ja.
Serdeczności z Bawarii, trzymamy dziś kciuki za naszych:) http://www.youtube.com/watch?v=G3KPBRajN10
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
Nawrócenie św. Pawła
Coś się dziś stało na zajęciach.
Wyczekana Etyka Biznesu i Ekonomia Międzynarodowa w końcu się odbyły. Pierwsze zajęcia tak bardzo konkretne, że wykresy, wzory, tabelki i prawo malejącej użyteczności krańcowej. I wiecie co? Poczułam się na miejscu. Zapaliła mi się ta ekonomiczna lampka w głowie, wszystko stało się takie jasne, znajome... Mikra i makra swego czasu wydawały się niezdawalne, niepotrzebne i nielogiczne. A tu proszę, "my, ekonomiści" wolimy jednak takie zajęcia niż to pitu pitu z marketingu. Nie sądziłam, że to kiedyś nastąpi.
Z innych niespodzianek- kupiłam osławioną marchew, 2 kilogramy za 1,19. Nie wiem czy nie zepsuje mi się zanim całą zjem, ale może coś wymyślę. Mrozi się marchew? Można odkamienić czajnik elektryczny octem winnym? Dlaczego mleko pasteryzowane skwaśniało po 2 dniach chociaż nie powinno? http://www.youtube.com/watch?v=amiajGRZBwk
Wyczekana Etyka Biznesu i Ekonomia Międzynarodowa w końcu się odbyły. Pierwsze zajęcia tak bardzo konkretne, że wykresy, wzory, tabelki i prawo malejącej użyteczności krańcowej. I wiecie co? Poczułam się na miejscu. Zapaliła mi się ta ekonomiczna lampka w głowie, wszystko stało się takie jasne, znajome... Mikra i makra swego czasu wydawały się niezdawalne, niepotrzebne i nielogiczne. A tu proszę, "my, ekonomiści" wolimy jednak takie zajęcia niż to pitu pitu z marketingu. Nie sądziłam, że to kiedyś nastąpi.
Z innych niespodzianek- kupiłam osławioną marchew, 2 kilogramy za 1,19. Nie wiem czy nie zepsuje mi się zanim całą zjem, ale może coś wymyślę. Mrozi się marchew? Można odkamienić czajnik elektryczny octem winnym? Dlaczego mleko pasteryzowane skwaśniało po 2 dniach chociaż nie powinno? http://www.youtube.com/watch?v=amiajGRZBwk
niedziela, 22 kwietnia 2012
Niedzielne ekstrawagancje
No no no...
Niepostrzeżenie tydzień w Niemczech minął. Dziś msza w katedrze, kazanie było z kartki i powoli, także nawet coś tam zrozumiałam ("Wiewiórka, ale znając siostrę to pewnie Pan Jezus":). Wstawanie było ciężkie, bo wczoraj pod pretekstem meczu zwaliło się nam na chatę pół świata. I to dosłownie, bo reprezentacja Meksyku na przykład... Powiem krótko: Latynosi- w domu nie trzymam.
Za to jak się chłopcy naoglądali to postanowili pograć. Bez cienia ironii, podziwiam ich zdolność organizacji akurat w tej dziedzinie życia. Koledzy z UEP to samo, mogą nie ogarniać tematu kolokwiów, ale skrzyknąć się na piłkę są w stanie o każdej porze. Z tego miejsca serdecznie pozdrawiam Maćków, Kamilów, Michałów itd:)
Nawiązując do tytułu. W niedzielę zdarzają mi się zachowania niekonwencjonalne jak np. prostowanie włosów. A potem oczywiście musi się rozpadać. Ale już teraz słońce wyszło.
Kawę wypiłam. Kawę zaparzoną w kawiarce, ot kolejna dawka ekscentryczności. I kofeiny, także spokojnie można coś konkretnego zrobić. Daniel, ukraiński student z Londynu, cały czas próbuje mnie wyzwać na pojedynek na niemieckie słówka. Może by tak 20 dziennie? To daje 600 słów na miesiąc i tak dalej i tak dalej... Zobaczymy jak będzie jak zacznie się kurs.
Miłej niedzieli i spokojnego tygodnia!
sobota, 21 kwietnia 2012
Lubię kiedy jest sobota...
...gdy po wszystkich już kłopotach:)
Każdemu zdarza się raz na jakiś czas "dzień zero", na szczęście potem siły witalne wracają i chce się znów żyć. Tak więc zaprosiłam na obiad Magdę i Łukasza. Były naleśniki, niby nic, a po domowemu i smacznie. Tak przy okazji, mamy tu najwymyślniejsze formy patelni, nie każda jednak nadaje się do smażenia naleśniczków...Zrobiłam też polski kisiel, mniam mniam mniam.
Gratulacje dla Devils Wrocław! Kolejna dobra wiadomość dzisiejszej pięknej soboty. Sukces na horyzoncie widać również na uczelni, bo chyba jednak uzbieram 30 ECTS-ów. Inna niesamowitość- zaczepiono mnie dziś na ulicy pytaniem "gdzie jest poczta?", udzieliłam wskazówki po niemiecku! Idzie mi coraz lepiej, strach się bać.
Nie wspominałam jeszcze o mojej Tutorin. Po polsku mówimy "mentor", po angielsku "buddy", ale co do zasady chodzi o studenta-anioła stróża. Moja Jessi, ma 19 lat, tatę ze Śląska, szczery uśmiech i mnóstwo dobrych chęci. Poza tym świetnie mówi po polsku (raz po raz wtrącając jakieś słówka z gwary, kupa śmiechu z nią jest), kiedy miała 16 lat sama pojechała do Nowej Zelandii, teraz jest na programie podwójnego dyplomu z Chinami itd. Na WFI- norma, dla mnie wciąż dość mocno zaskakujące. W ogóle nie czarujmy się, specyfika uczelni jest taka jak innych uczelni ekonomicznych. Czyli ładne dziewczyny z drogimi torebkami, przystojni chłopcy w sweterkach z konikiem (krokodyli prawie się nie widuje), chociaż oczywiście są wyjątki. Ale oni tu noszą ładne okulary!
Pora przebrać się i potruchtać w teren. Playlista z motywem przewodnim "woda". Ps 137, Ps 19.
Każdemu zdarza się raz na jakiś czas "dzień zero", na szczęście potem siły witalne wracają i chce się znów żyć. Tak więc zaprosiłam na obiad Magdę i Łukasza. Były naleśniki, niby nic, a po domowemu i smacznie. Tak przy okazji, mamy tu najwymyślniejsze formy patelni, nie każda jednak nadaje się do smażenia naleśniczków...Zrobiłam też polski kisiel, mniam mniam mniam.
Gratulacje dla Devils Wrocław! Kolejna dobra wiadomość dzisiejszej pięknej soboty. Sukces na horyzoncie widać również na uczelni, bo chyba jednak uzbieram 30 ECTS-ów. Inna niesamowitość- zaczepiono mnie dziś na ulicy pytaniem "gdzie jest poczta?", udzieliłam wskazówki po niemiecku! Idzie mi coraz lepiej, strach się bać.
Nie wspominałam jeszcze o mojej Tutorin. Po polsku mówimy "mentor", po angielsku "buddy", ale co do zasady chodzi o studenta-anioła stróża. Moja Jessi, ma 19 lat, tatę ze Śląska, szczery uśmiech i mnóstwo dobrych chęci. Poza tym świetnie mówi po polsku (raz po raz wtrącając jakieś słówka z gwary, kupa śmiechu z nią jest), kiedy miała 16 lat sama pojechała do Nowej Zelandii, teraz jest na programie podwójnego dyplomu z Chinami itd. Na WFI- norma, dla mnie wciąż dość mocno zaskakujące. W ogóle nie czarujmy się, specyfika uczelni jest taka jak innych uczelni ekonomicznych. Czyli ładne dziewczyny z drogimi torebkami, przystojni chłopcy w sweterkach z konikiem (krokodyli prawie się nie widuje), chociaż oczywiście są wyjątki. Ale oni tu noszą ładne okulary!
Pora przebrać się i potruchtać w teren. Playlista z motywem przewodnim "woda". Ps 137, Ps 19.
czwartek, 19 kwietnia 2012
Nocne negocjacje
Alleluja!
Dziś pierwszy dzień, kiedy po wyjściu z mieszkania nie pomyślałam "cholera, ale zimno". Jest piękna pogoda, mam dziś wolne, ale i tak sporo konkretnych rzeczy zrobiłam. Załatwiłam legitymację i uprawomocniłam swoją bytność na WFI. Spełniłam obowiązki dyżurnego, napisałam ważnego maila, dodałam paru znajomych na fb. Co najważniejsze- znalazłam dyskont! Chleb kupiłam, dobry i tani kilogram chleba za 1,69 euro. Jak długo jedna osoba może jeść kilogram chleba? Coś mi się wydaje, że za czas jakiś wpadną francuskie tosty, ale po przepis zapraszam na bloga Kasi i Zosi.
Może by tak umyć okno?:)
Wczoraj był wieczór zapoznawczo-rozpoznawczy dla zagranicznych studentów. Nieźle jest, ale z lenistwa i tak przegadałam prawie cały czas z Francuzikami. Potem miałam iść na imprezę, ale wróciłam do mieszkania i chłopcy namówili mnie żebym została. No więc zostałam, gadaliśmy do 3 w nocy. O wszystkim- bo najpierw oglądaliśmy mecz, potem zeszło na powstanie świata, politykę, katastrofy lotnicze ("Proszę, ja jestem z Polski, nie jesteście w stanie niczym mnie zaskoczyć":), świętych obcowanie i mityczną "klapę". Zapytałam dlaczego jej nie opuszczają...otóż, drogie panie, to z troski. "No bo tak przynajmniej masz pewność, że klapa jest czysta". Czyli jednak, wszystko dla nas. Przekonałam ich jednak, że powinni ją zamykać, dziś było ok, zobaczymy na jak długo.
Aha, widziałam też Ryszarda Rynkowskiego na rowerze. Mógł to też być Stanisław Tym, chociaż bez TYCH brwi.
Z kraju i ze świata, smutno mi z powodu Bogdana Wenty. Długo nie będzie drugiego takiego...http://www.youtube.com/watch?v=ogTRDjkN-Uk
Tschuss!
Dziś pierwszy dzień, kiedy po wyjściu z mieszkania nie pomyślałam "cholera, ale zimno". Jest piękna pogoda, mam dziś wolne, ale i tak sporo konkretnych rzeczy zrobiłam. Załatwiłam legitymację i uprawomocniłam swoją bytność na WFI. Spełniłam obowiązki dyżurnego, napisałam ważnego maila, dodałam paru znajomych na fb. Co najważniejsze- znalazłam dyskont! Chleb kupiłam, dobry i tani kilogram chleba za 1,69 euro. Jak długo jedna osoba może jeść kilogram chleba? Coś mi się wydaje, że za czas jakiś wpadną francuskie tosty, ale po przepis zapraszam na bloga Kasi i Zosi.
Może by tak umyć okno?:)
Wczoraj był wieczór zapoznawczo-rozpoznawczy dla zagranicznych studentów. Nieźle jest, ale z lenistwa i tak przegadałam prawie cały czas z Francuzikami. Potem miałam iść na imprezę, ale wróciłam do mieszkania i chłopcy namówili mnie żebym została. No więc zostałam, gadaliśmy do 3 w nocy. O wszystkim- bo najpierw oglądaliśmy mecz, potem zeszło na powstanie świata, politykę, katastrofy lotnicze ("Proszę, ja jestem z Polski, nie jesteście w stanie niczym mnie zaskoczyć":), świętych obcowanie i mityczną "klapę". Zapytałam dlaczego jej nie opuszczają...otóż, drogie panie, to z troski. "No bo tak przynajmniej masz pewność, że klapa jest czysta". Czyli jednak, wszystko dla nas. Przekonałam ich jednak, że powinni ją zamykać, dziś było ok, zobaczymy na jak długo.
Aha, widziałam też Ryszarda Rynkowskiego na rowerze. Mógł to też być Stanisław Tym, chociaż bez TYCH brwi.
Z kraju i ze świata, smutno mi z powodu Bogdana Wenty. Długo nie będzie drugiego takiego...http://www.youtube.com/watch?v=ogTRDjkN-Uk
Tschuss!
Subskrybuj:
Posty (Atom)