Wyjechałam na Erasmusa również dlatego, że miałam dość P. Niby go kocham najmocniej na świecie, ale jak długo można... Ma tę zachodnią energię i wschodni styl bycia, wciąż potrafi mnie zaskoczyć, ale coś między nami jest nie tak. Od dłuższego czasu staram się wkraść w jego łaski, chcę żeby mnie docenił i odwzajemnił moje uczucie. Poświęcam mu czas, trwonię pieniądze, inwestuję w nasz związek. On raz mnie przyciąga, raz odtrąca. Kusi szerokimi perspektywami, potem każe zadowolić się byle czym. Daje nadzieję na sukces i szczęśliwe życie, ale chyba tylko dla zupełnie wyjątkowych osób. Z drugiej strony, będąc tu doceniam bardziej jego zalety. Brakuje mi go, tego, że w nim wszystko jest tak jak być powinno. Jest tak samo otwarty jak konserwatywny. Z rozmachem, ale wciąż rodzinny, kameralny. I mieszczański i szalony. Ma swoje zakazane rejony, gdzie nie wolno się zapuszczać, ta tajemniczość jest intrygująca. Nikogo nie pozostawia obojętnym.
Są dni, że prawie o nim nie myślę. Tak bardzo zachwyca mnie nowa rzeczywistość wokół, że zapominam o tym co zostało w Polsce. Innym razem wszystko o nim przypomina, wyraźnie widzę jego zalety na tle innych. Zerkam sobie czasem na jego zdjęcia, próbuję być na bieżąco z jego sprawami, ale coraz dalej mi tam do niego. Co będzie po moim powrocie? W którą stronę pójdziemy? Ze mną, beze mnie, P. sobie poradzi, niejedno już przeszedł. Ale może będę w stanie mu zaoferować coś więcej. Nawet jeśli chodziłoby li i jedynie o niemiecki na poziomie A2.
Pewnie idealizuję go z daleka, zapominam powoli o wszystkim co mnie w nim wkurzało, a pamiętam to co piękne. Wrócę i się rozczaruję, jak to bywa. Po paru dniach będzie po staremu? Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma?
Poznań, I love you and I miss you so much!
<3
OdpowiedzUsuń