W końcu udało nam się pojechać do Eichstätt , gdzie znajduje się nasza macierzysta uczelnia. Miasto urocze, ale tak na pół dnia. Magda poszła na zajęcia, a my z Łukaszem chodziliśmy sobie po tych uliczkach, nad rzeką, nad nami błękitne niebo. Przy obiedzie dotarła wiadomość o śmierci prof. Stuligrosza, Łukasz śpiewa w "Poznańskich Słowikach". Może lżej bym zniosła nowinę (w końcu profesor miał już swoje lata i nikt się nie spodziewał, że będzie żył wiecznie), gdyby nie fakt, że właśnie podczas tych dwóch godzin rozmawialiśmy o chórze. O życiu, o muzyce, o koncertach. O tym czym chór jest dla każdego, kto chociaż przez chwilę był jego częścią. Bo to jest więcej, niż wspólne śpiewanie. Więcej niż próby, wyjazdy, koncerty. Więcej nawet niż radość po owacjach albo nagrodach. Chór to jest Układ Słoneczny, dyrygent to nasze Słońce.
Notka miała być o Finkach i "Fińczykach". Mieszkam z dwoma kolegami z Turku, ale takiego w Finlandii a nie Turku koło Konina i koło Koła. Studiują jakieś inżynieryjno-marketingowy kierunek i są obaj absolutnie fantastyczni. Ville naprawił mi rower, Santtu jest zawsze skłonny do żartów i ma piekielnie mocną głowę. Lubią czystość i porządek, kiedy jest ich pora sprzątania, jest czysto jak rzadko. Ostatnio uprzątnęli wszystkie flaszki i wyrzucili naszą stertę gazet. "Fińczyki" mówi o nich Jessi:) Oboje polubili moją siostrę, Ville nie mógł uwierzyć, że wkrótce wychodzi za mąż. A propos, wczoraj mieliśmy rozmowę na damsko-męskie tematy, przyznał, że mija własnie 6 lat odkąd są razem ze swoją dziewczyną. Akurat w jej urodziny, nie miał żadnego prezentu, no to się zapytał. I tak już zostało. Generalnie Ville prezentuje takie podejście do życia. Ale rower naprawił w 15 minut. Fajne chłopaki te moje Fińczyki. Odwiedziła nas dziewczyna Santtu, Finka właśnie. Finka to taki nożyk mały, Erikka wygląda na dziewczynę ostrą jak brzytwa. Tak przy okazji, oni wszyscy mają podwójne literki w imionach, cały język jakiś taki "czkający". Najlepiej fińską wymowę naśladuje inny mój współlokator, Memo. Wzrusza ramionami przy co drugiej sylabie, tak mniej więcej oni mówią. Wygląda na to, że po powrocie do Polski będę polować na te słynne bilety lotnicze z Gdańska do Turku za 4 PLN. Żeby odwiedzić ten wspaniały duet, zwiedzić wioskę Muminków. W Turku mieszka też Artur, tyle mamy wspólnych wspomnień z żagli. I po żaglach. I te noce mazurskie i te ciężkie poranki...:)
Co ma wspólnego chór z Finami? Poza naszą małą obsesją z: http://www.youtube.com/watch?v=1ygdAiDxKfI jest jeszcze jedno. W Finlandii jest obowiązkowa służba wojskowa. W tym upatruję przyczyny ogólnej fantastyczności chłopców. Nauczyli się porządku, systematyczności, szacunku do autorytetów...Zupełnie jak w chórze. Musi być dyscyplina, ślepa ufność dyrygentowi, 100 procent zaangażowania. Może nie trzeba się tarzać po ziemi, ale często bywa wyczerpująco również fizycznie. Koleżanki z chóru są tak samo dobre jak koledzy z wojska. Albo i lepsze.
Kończę na dziś, jedziemy nad jezioro. A potem na domówkę do akademika. Zapowiada się intensywny wieczór.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz