poniedziałek, 11 czerwca 2012

Dwunastego czerwca roku pamiętnego...

Jeszcze będzie o Salzburgu. Ale najpierw będzie notka okolicznościowa.

Dziś urodziny Magdaleny. A przy okazji dziesiąta rocznica pamiętnego spotkania na korytarzu gmachu przy Bukowskiej 16. Jak już wszyscy nieraz słyszeli, siedziała taka rozgwiazda w minówce i kwiaciastych martensach, podeszłam do niej ja, niebożę, przedstawiłam się i z miejsca...nie polubiłam. Było po teście, miałam katar, ona jakaś taka sztywna i chyba za cicho mówiła, skoro myślałam,że ma na imię Maria.
3 września, jak wychodziliśmy z 204 i szliśmy na WF podeszła i zapytała czy ją pamiętam. Wtedy wyglądała jak Pocahontas. I tak już razem poszłyśmy, najpierw po schodach, potem przez boisko szkolne i dalej w świat. Pocahontas i Babcia Wierzba. Flip i Flap. Pinki i Mózg. Andrzej i Eliza. Magda M. i Agata. Przy zastrzeżeniu, że Jachu jest lepszy niż ten beznadziejny Piotr, a ja z wiekiem jestem coraz mniej narwana.

Możemy rozmawiać godzinami, zwłaszcza na gadu-gadu, gdy jeszcze takie istniało. Teraz najczęściej jest facebookowy chat, ale cenimy sobie również maile. Uwielbiamy pisać maile, zwłaszcza te wakacyjne, potem się cudownie czyta przy herbacie w zimowe wieczory. Dziwnie było po 6 latach szkoły przestać się codziennie widywać, odprowadzać, na bieżąco żyć swoimi sprawami. Teraz jest jeszcze inaczej, ona kończy filologię germańską, a ja siedzę w Niemczech. A Magda też kiedyś prowadziła bloga...

Różnimy się tak bardzo, jak bardzo jesteśmy podobne. Książki, filmy (ze szczególnym uwzględnieniem "Przeminęło z wiatrem" oraz "Dirty dancing" i "Chłopaki nie płaczą"), muzyka-śpiew i taniec. Od zawsze Frank Sinatra, stare melodie, najpodlejsze disco polo. Jak o kimś rozmawiamy to potem ten ktoś często umiera. Co roku wspólnie pierniczymy i pierogujemy. Przeżyłyśmy razem biały szkwał- ja udawałam, że się nie boję, a Magda spokojnie wycierała podłogę. Tyle wspomnień, tyle historii. Wszystko jednak przy diametralnych różnicach światopoglądowych, zwierzęco- i mięsopoglądowych. Mimo ich. Ja nauczyłam się akceptować psy, koty, zainteresowania paramedyczne. Ona ze zrozumieniem kiwa głową gdy mówię, że wstałam na 6 na roraty. I chyba już mi wybaczyła, że nie dbam o paznokcie.

Magda jest najlepsza. Zawsze pomoże, o każdej porze (o mój Boże). Zawojuje świat, już jest królową Jeżyc. Nie poddaje się łatwo, mogę jej pozazdrościć wytrwałości i systematyczności. Co do zazdrości, z wiekiem chyba mija taka dziecięca "zazdrość o przyjaciela". Oczywiście, chciałoby się ją/jego mieć na wyłączność, przynajmniej czasami, ale generalnie cieszy mnie, że inni też doceniają całą wspaniałą osobowość tej osoby. A z Magdą jest też tak, że jej przyjaciele są i moimi przyjaciółmi. Rodziny też możemy mieć wspólne...:)

Na koniec życzę nam obu, żebyśmy pomimo upływu lat pozostały: http://www.youtube.com/watch?v=HSIbpjsbH40&feature=related



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz